wtorek, 2 maja 2017

Z FASCYNACJI CODZIENNOŚCIĄ (2017/02) KWIECIEŃ

"I wtedy przyszedł maj

Zamieszał w moim sercu

Zgubiłam cały żal

Poczułam co to szczęście"

Varius Manx "Maj"

Ach, ten maj... Tymczasem ja - zanim rzucę się w wiosenny wir pikników i spacerów chcę jeszcze na chwilę zatrzymać się w fascynacji codziennością nad tym, co zdarzyło się w kwietniu. A zdarzyło się wiele!





W początek kwietnia wkroczyłam z rozmachem, szerokim uśmiechem na ustach i milionem pomysłów w głowie. Zdrowa dieta i intensywne ćwiczenia - to był mój Plan na nadchodzący miesiąc! Pisałam, jak ważna jest dla mnie akceptacja siebie i jak zamierzam szybko wrócić do formy po ciąży i połogu. Naprawdę w to wierzyłam! (I nadal wierzę!!!) Tylko potem jakoś sił zabrakło i uśmiechu również... Przytłoczyły mnie problemy i lista obowiązków z którymi nie mogłam sobie poradzić. Jakoś tak mnie tu nie było i właściwie nie było mnie nigdzie, bo uparcie chowałam się po kontach. I wiosny za oknem też nie było, aż do Wielkanocy.





No właśnie - Wielkanoc! Kolejna spontaniczna wycieczka w naszym wydaniu i kierunek >> Polska! Decyzję podjęliśmy jakoś tydzień wcześniej - święta z najbliższymi i okazja do załatwienia miliona spraw przy okazji. Trudne to były święta bo tak nie do końca wspólne: ja u siebie - Marcin u siebie. Nie dało się tego lepiej zorganizować - ale niedzielne popołudnie spędziliśmy wspólnie i było naprawdę wesoło!


Mój M. już w poniedziałek wracał do domu - ja natomiast zostałam na dłużej. Dużo dłużej, bo łącznie tego urlopu wyjdzie miesiąc!





Udało mi się sprzedać auto, porozliczać nas i załatwić dentystę - ot, szara rzeczywistość. Na szczęście pomiędzy znalazło się dużo czasu na większe i mniejsze przyjemności!


Już we wtorek po świętach odwiedziła nas Paulina wraz ze swoimi chłopakami. Krótka to była wizyta - ale tak miło było ją zobaczyć! Nie widziałyśmy się od lat (ostatni raz jeszcze za czasów panieńskich!!!). Pamiętam, jak miło spędziłyśmy wtedy czas... Mam nadzieję odwiedzić ją kiedyś - jak już Julek będzie odrobinę większy. Przegadać całą noc, wypić butelkę wina i zajadać się zapiekanym camembert'em z czosnkiem. Może nawet wybierzemy się na plażę?





Tymczasem drzwi wciąż otwarte i coraz to nowi goście przyjeżdżają poznać mojego Julka.  Gościmy się, pijemy kawę i zajadamy słodkie - moja idealna tarta smakuje każdemu, a ja jestem z siebie naprawdę dumna! Od zawsze lubiłam piec. To jest to, czego brakuje mi w Niemczech - rodzina dla której mogę upiec coś dobrego, na wyciągnięcie ręki. Wspólne popołudnia i spacery. Dużo śmiechu i pewność, że zawsze jest się na kim wesprzeć.






Tymczasem czas płynie i połowa naszego pobytu już za nami. Julek rośnie w oczach i jestem pewna, że jego tata nie uwierzy, jaki on jest już duży. Ósmego maja kończy trzy miesiące! Synek mój kochany! Najgrzeczniejsze dziecko na świecie - i dane mi było się o tym przekonać.


Z mniejszych - lecz jak ważnych przyjemności - pozwoliłam sobie na książkę. Nie byle jaką książkę na dodatek - a taką, która wpisana jest we wspomnienia i ma szczególne miejsce w moim sercu. "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren kocham miłością prawdziwą i wiem, że jest to pozycja, która po prostu musi znaleźć się na półce mojego syna. Ta konkretna książka ma już nawet swoją historię: Poprosiłam brata, aby skoczył do Empiku - sprawdził, czy tylko jest dostępna. Czytałam gdzieś, że nowe wydanie jest ciekawie ilustrowane, w kolorze, w odrobinę większym formacie... Trudno myślę - wspominając mój egzemplarz z wypadającymi już stronami (nie wspomnę co się ostatecznie z nią stało!). Tymczasem Adaś wraca i wręcza mi książkę wraz z rachunkiem - mówi "kolejka była, więc stwierdziłem, że nie warto nam się wracać". No i tak stałam się posiadaczką odnowionego wydania mojej starej książki (te same ilustracje! jestem zachwycona!). Pierwszy rozdział już za nami - ale czuję, że nie raz ją przeczytamy. Jest to trzecia książka mojego synka. Myślę, że się mu spodoba.





A ja jednak skoczyłam do tego Empiku i hedonistycznie zakupiłam KUKBUK. Czytałam o nim wiele dobrego i po cichu marzyłam, że kiedyś go nabędę. Jest cudowny, zachwyca zdjęciami i motywuje do spędzenia popołudnia w kuchni. Jak tylko wrócę do Bochum z pewnością poeksperymentuję. Bułeczki cynamonowe czy tarta cytrynowa? Od czego zacząć?!





Mam w planach też przyciągnąć do domu kilka moich książek przechowywanych obecnie w tatynym garażu. Niestety nie miałam czasu jeszcze się do niego wybrać... Może udałoby się zabrać wszystkie? Co to byłaby za radość! Marcina - z książek, moja - z moich książek, a rodziców - z wolnej szafy w garażu. Każdy zadowolony.


Majówkę planuję slow, czytając KUKBUK i tuląc mojego Julka. W piekarniku dochodzi ciasto marchewkowe (no sugar, no gluten) - takie fit, zdrowe - że hej! Nie uwierzycie, ale jest pyszne i robię je nie pierwszy raz. Planujemy z mama też tort, taki urodzinowy - choć urodzin nikt nie ma. Powinnam go dołączyć do smaków mojego dzieciństwa bo właśnie z nim mi się kojarzą - ale o torcie innym już razem.





Tymczasem zmykam się ogarnąć, wystroić i na spacer wybrać bo słońce za oknem krzyczy, że maj! A w maju nie wolno siedzieć przed komputerem i wpatrywać się w monitor. Trzeba żyć! Pozdrawiam!




PS. Jeśli podobał Ci się ten tekst - zostaw po sobie ślad w komentarzu. Będzie mi bardzo miło!




17 komentarzy:

  1. Wspaniały kwiecień, tyle się działo, a jednocześnie jakie atrakcyjne odsłony codziennego życia. :) Jestem pod wrażeniem uśmiechów na zdjęciach, takie radosne dziecięce spojrzenie na bliskie osoby. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Iza :) Mój chłopiec wiecznie się śmieje - chyba ma to po mnie ;)

      Usuń
  2. Ale miałaś fajne pisanki! Aż mi się buzia do nich śmieje :)
    A co do spotkania - małe sprostowanie: widziałyśmy się, kiedy kompletowałaś wyprawkę Julka ;) Piżamka Juliana kwietniowa to pierwsza piżamka Dominika :)

    Ps. U mnie zawsze drzwi otwarte :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałysmy się też na Twoim weselu, ale nie było czasu rozmawiać. Podobnie w grudniu. A mi się marzy taki weekend beztroski, z całorocznym gadaniem i zakupami w cna czy jak ten sklep się zwie... Ty wiesz :)

      Usuń
    2. Mi się taki jeden babski dzień marzy już od nie wiem kiedy... Heh.
      A z tymi spotkaniami to faktycznie, zbyt krótkie!

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Oj tak :) ale muszę przyznać, że nie narzekam :)

      Usuń
  4. Agnieszko, przyjemnie było przeczytać Twój post :) Zobaczyłam tu bardzo ciepłą osobę, ale taką, która daje dużo radości swojemu otoczeniu :) Synek uroczy, zwłaszcza z tym zalotnym uśmiechem. Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego dalszego pobytu w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci serdecznie i miło, że do mnie zajrzałaś :) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Jaki masz na stanie małego słodziaka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Najchętniej bym go zjadła, ale wtedy nie mogłabym go tulic :)

      Usuń
  6. dokładnie ta sama piosenka mi się śpiewa od dwóch dni ;) dzidziuch uroczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz! Możemy zatem stworzyć duet :)

      Usuń
  7. Piękny kwiecień, piękne podumowanie! :) Śliczny ten Julek!

    OdpowiedzUsuń
  8. ALe fajne miny stroi :) szara codzienność, skąd ja o znam. Lekarze i lekarze. A szkoła gdzieś w międzyczasie ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stroi minki, można się śmiać :) głową do góry, kiedyś lekarze się skaczą :)

      Usuń